Życie jako cyrk

Przejechał cyrk - Patrick Modiano

Jeśli zasadą pisarską Modiano ma być nieustanne wspominanie i przywoływanie pamięci o minionym, co sam podkreślał podczas wręczania nagrody Nobla, to powiastka "Cyrk przejeżdża" z 1992 roku zdaje się być skrojona dokładnie według tej miary. Zresztą już wcześniej deklarował to samo, wymowny jest również wers z wiersza René Chara, wybrany przez Modiano na motto jego Trylogii paryskiej: "Vivre, c'est s'obstiner à achever un souvenir" (Żyć to znaczy usilnie podążać za wspomnieniem). "Cyrk przejeżdża" nie wydaje się wybitną powieścią na miarę noblisty - jest właśnie chyba tylko wspomnieniem, choć ciekawie ustylizowanym. Wystarczy porównać doświadczenia i sytuację młodego bohatera z biografią pisarza: na początku lat 60tych jego ojciec wyjechał do Szwajcarii, drugi raz się ożenił, sam autor zamierzał przygotowywać się do egzaminów na studia, lecz to zarzucił na rzecz pisania, a jego dziadek, by przetrwać okupację prowadził jakieś dziwne interesy z nazistami - wszystkie te tropy odnajdziemy w powieści. Pozytywne w sposobie przedstawiania wydarzeń są niedopowiedzenia i nieocenianie bohaterów - czytelnik ma pole do własnej interpretacji. Podejrzewam, że życie i dzieje własnej rodziny nauczyły pisarza niedzielenia świata na biały i czarny - szarość jest prawdziwsza i życiu bliższa. Być może dlatego jego powieści nie robią furory poza Francją - nie wróżę im tym bardziej powodzenia w Polsce. Co mnie zaskoczyło, ale już po przeczytaniu, to sposób prowadzenia narracji w tej książce. Byłby zupełnie naturalny, gdyby powieść powstała w latach sześćdziesiątych, lecz Modiano napisał ją 30 lat później. Dlaczego to zaskakujące? Ponieważ historia opowiadana jest według wszelkich reguł narracji Francuskiej Nowej Fali: widz/czytelnik nic nie wie na pewno, akcja ukazywana jest wyrywkowo, nigdy od początku do końca, nic nie ma większego znaczenia, wątki są przypadkowe i urywane, nie zaglądamy bohaterom do duszy, wiemy tyle, ile nam zechcą powiedzieć ich maski - czujemy się tak, jakbyśmy trochę byli świadkami przypadkowych zdarzeń na ulicy. Czyli wspomnienie Modiano ubiera w kostium czasu, którego ono dotyczy, z którego pochodzi. Podobno język jego powieści jest potoczny, ale zarazem poetycki - jeśli to ostatnie oznacza tylko "nostalgiczny", tłumaczenie się nawet powiodło. Być może trzeba przeczytać większość jego powieści, by się przekonać, czy rzeczywiście zasługuje na miano "Prousta naszych czasów", faktem jednak jest, że jest wytrwałym poszukiwaczem straconego czasu.