Las rzeczy po litewsku

Silva rerum - Sabaliauskaite Kristina

Powrót do szlachetnej epiki, do szerokiego spojrzenia wszechwiedzącego narratora, długich, złożonych zdań, które jednak nie utrudniają lektury a przeciwnie: przydają jej smaku opowieści z epoki, czyli z 17 wieku. To niewątpliwie także zasługa tłumaczki, że czyta się to tak dobrze! Autorka imponuje znajomością topografii miasta przed 300 laty: wiemy gdzie stała jaka brama, której dziś nie ma, jaki architekt odbudowywał kościół zrujnowany przez moskiewsko-kozacki najazd Wilna w latach 1655-1661, kto wówczas i dlaczego był profesorem (np. Zygmunt Lauksmin, wybitny retoryk i filozof) czy rektorem wileńskiej akademii, kto wydał takie czy inne rozporządzenie. Bowiem wielu bohaterów to postacie historyczne, a pamiątki po nich namacalne do dziś. Sabaliauskaite zapoznaje nas również z horyzontem myślowym epoki, odwołując się do dzieł ówczesnych, dziś już zapomnianych medyków (Serveto, Harvey), fizjologów, retorów i prawników ((Aaron Olizarowski, Benedykt de Soxo). Nie ocenia bohaterów z góry - to oni sami dokonują w sobie przewartościowań i wyborów moralnych - taka jest też chyba ukryta teza autorki: człowieka może sądzić jedynie Bóg, a nie stróże moralności w oparciu o swe wąskie, arbitralne kryteria. ("czym innym jest pokora wobec Boga, a czym innym wobec ludzi zasłaniających się Jego imieniem", s.500). To jednostka musi stanąć oko w oko ze złem w sobie, stawić mu czoła jak bazyliszkowi, by zachować życie i człowieczeństwo. Bo "Nie ma żadnych złych znaków, jest tylko ciemne myślenie o nich, podobne do żyjącego w mrocznej piwnicy bazyliszka: wystarczy go stamtąd wywlec na światło, a się okaże, że jest on tylko małym, oślizgłym, biednym stworzeniem, którego wszyscy nienawidzą i które nienawidzi samego siebie, i jest groźne tylko wtedy, gdy człowiek boi się mu spojrzeć w oczy, bo bazyliszek to nic innego jak strach przed sobą i nieczyste sumienie" (s.502).

Ciekawe też, że powieść ta niejako przywraca Polakom myślenie o Litwie, o Kresach, a Litwinom o Polsce jako o wspólnej ojczyźnie, kładzie akcent na pozytywnych stronach wspólnej przeszłości obu narodów - wtedy jednego (natione Polonus, gente Lituanus, Ruthenus, Tartarus, Armenius etc.), co dziś żadnemu nacjonaliście nie zmieściłoby się w głowie. Choć w tle pozostaje układ w Kiejdanach ze Szwedami, w przekonaniu Janusza Radziwiła jakoby korzystniejszy dla przyszłości Wielkiego Księstwa. Historia nie zweryfikowała chyba tego kroku pozytywnie. Mimo to kontekście małości polityki i partykularyzmów drobnych interesów narodowych w postaci polsko-litewskich sporów o mniejszości narodowe taka perspektywa nagle daje tej wspólnej przeszłości inny, pełniejszy wymiar, osiąga pułap, na którym to "razem" było i jest pozytywne, i do czego spora część Polaków i Litwinów w głębi duszy chyba tęskni, sądząc po sukcesie tej książki po obu stronach granicy. Pokazuje to małość i ograniczoność dzisiejszej polityki i polityków względem politycznych projektów przeszłości.

Akcja, początkowo nieśpieszna, jak w domowych sylwach, nabiera tempa i awanturniczości pod koniec. Pięknie, acz wcale nie bez cieni, przedstawia się też miłość małżeńską. Siedemnasty wiek to także wciąż resztki renesansu w Rzeczpospolitej, co najpełniej chyba znajduje wyraz w postaci wykształconego szlachcica Jana Macieja - jego zainteresowaniach i działaniach. Widzimy to też w zwyczajowym wówczas podróżowaniu jego syna na uniwersytety zagraniczne - tzw. podróż kawalerska.

Pozytywną rolę pełnią zamieszczone w książce przypisy, tłumaczące litewskie i łacińskie pojęcia, wyrażenia i zapomniane regionalizmy, rozszerzają też informację o pojawiających się postaciach historycznych.