Graal była kobietą

Świat Króla Artura. Maladie - Andrzej Sapkowski

Oba teksty: esej o licznych postaciach pojawiających się w legendzie o Królu Arturze i jej wersjach oraz opowiadanie o śmierci Tristana, jednego z bohaterów, uzupełniają się, stąd naprawdę dobrym pomysłem jest publikowanie ich razem.
Esej przypomina najważniejsze imiona (Sapkowski umieszcza tu nawet ich indeks, odwołując się do bogatej literatury tematu - angielskiej, francuskiej, niemieckiej, oraz do celtyckiej mitologii, a nawet do niektórych późniejszych utworów fantasy) i wątki, przygotowując pewniejszy grunt ("udeptując ziemię"?) dla wciąż jeszcze nie za dobrze obeznanego z tematem polskiego czytelnika (jeśli się już potykać, to na choć trochę udeptanej ziemi właśnie). Bo jak dotąd większość tekstów i źródeł literatury arturiańskiej pozostaje wciąż niedostępna, nieprzetłumaczona na nasze.
"Maladie" (choroba miłości) to wariacja na temat epizodu z historii Tristana i Izoldy, z typowym dystansem autora zarówno do amorów, a zwłaszcza tych nieszczęśliwych (uraz do romansów?), jak i do chrześcijaństwa. Niechęć do ingerencji kościelnej jest tu do pewnego stopnia uzasadniona, ponieważ celtycka, pogańska legenda została zaadaptowana w średniowieczu przez cystersów, przy czym zmienili oni jej pierwotny przebieg, sens i wydźwięk - na taki ad maiorem dei gloriam, no i ta wersja się właśnie, niestety, w Europie przyjęła. Sapkowski najwyraźniej preferuje pierwotną wersję, dlatego jako autor - bard obsadzony przez samego siebie w roli polskiego Kakofonixa - ma do "fałszerzy" uzasadnione pretensje. Skądinąd jego intuicja, że poszukiwanym przez bohatera Graalem jest...kobieta, bardzo mi się podoba. W kontekście celtyckiej mitologii wcale nie brzmi to płytko.

Jak na dzieło autora fantastyki wydaje się, że esej jest całkiem nieźle podbudowany studiami literatury źródłowej: Sapkowski porównuje wątki w różnych tekstach. Widać wyraźnie, że naprawdę mocno się mitologią celtycką inspiruje i ją zna, i to nie od dziś - przecież cała saga o Geralcie (elfy, celtyckie nazwy i wyobrażenia) jest tego świadectwem. A przy tym czyta się to naprawdę lekko, jak opowieść, nie analizę literacką. I spełnia swoje zadanie znakomicie: teraz naprawdę możemy zagłębić się w gąszcz arturiańskich opowieści...Maladie to tylko przedsmak.