Babia godzina

Babia godzina - Viola Fischerova Wiersze zrodzone z bólu i samotności, a przecież choć tak kobiece, nie są emocjonalne. Ulotne chwile wykute w kamieniu mowy, jak na nagrobkach posłania dla potomnych. Zaskakujące dla mnie, że śmierć może uwolnić w człowieku chęć pisania, otworzyć tamę własnego bólu, by w kontrolowany sposób spojrzeć, jaka też woda przepłynie przez jaz wiersza. Tak późno - po pięćdziesiątce - pierwszy tom. I rozpoczynasz 'życie w sztuce' od trenów dla samobójcy. Za duszę bliskiej osoby. Bo te wiersze są jak modlitwy, jak spotkania ze zmarłymi. Jak poszukiwanie odpowiedzi na jedno jedyne pytanie: dlaczego? Jak rozłożenie rąk, by powiedzieć własnemu odbiciu w lustrze: nie jestem niczym ponad to, kim jestem. Następne wiersze, następne rozstania i pogrzeby. Aż do własnego końca, w czuwaniu - między miłością i śmiercią. Tylko się domyślam, że polską poetką, z którą się przyjaźniła, a której zabito syna, była Barbara Sadowska. Viola Fischerová studiowała polonistykę, przekładała Białoszewskiego. Polskie wydanie nosi tytuł jednego z tomików, ale właściwie jest zebraniem całej twórczości tej autorki w chronologicznym układzie, w jakim poszczególne zbiorki ukazywały się w druku w Czechach. I jeszcze wiersz, jakby pisany zza grobu... Za chwilę wyjdę z cienia kasztanów i ptasiego śpiewu pójdę nagrzanym asfaltem w dół do zakrętu skąd się zobaczę jak patrzę w cieniu kasztanów na siebie idącą w kapeluszu po czarnym asfalcie skąd widzę siebie jak tuż za zakrętem znikam sobie na zawsze z oczu