Transsyberyjska. Drogą żelazną przez Rosję i dalej

Transsyberyjska. Drogą żelazną przez Rosję i dalej - Piotr Milewski Wbrew recenzji wydawniczej zdecydowanie nie jest to opis "fascynującej podróży". Być może taką była dla autora - wyjątkowa i oczekiwana, ale z kart dziennika przerobionego na reportaż, jakim jest ta książka, nic takiego do nas nie dociera. Autor zarzeka się w wywiadzie, że każda podróż koleją transsyberyjską jest niepowtarzalna. Mam jednak nieodparte wrażenie, że wcale nie ze względu na przestrzeń, którą się pokonuje - ta wydaje się właśnie w lekturze jednostajna, powtarzalna (wyjątkiem jest Bajkał i ussuryjskie rzeki), w dodatku niedająca się sfotografować z uwagi na drgania, mało światła i brudne okna. Jedyny ruch wprowadzają niektóre przypadkowe spotkania z ludźmi w pociągu. Ale te są siłą rzeczy za każdym razem inne - czy jedziemy z Ułan Ude do Czyty, czy z Krakowa do Gdańska. Plusem tego dość mało osobistego reportażu jest "non fiction" - fakt, że autor nie silił się, by porwać, zainteresować czy zadziwić czymś czytelnika, jak np. Jacek Hugo-Bader. Mam wrażenie, że książka dobrze odmalowuje rytm, bezczas, monotonię takiej podróży, daje wyraźnie odczuć jak może być nużąca. Nie bardzo, co prawda, rozumiem, jak ludzie 5 narodowości w jednym przedziale rozpoznają, że akurat Milewski "ruski" nie jest...Czyżby ostentacyjnie nie pił? Albo nieopatrznie, a może w sposób zamierzony, ubrał się w podróż na europejski sposób? A może wszyscy tam mają jakiś szósty szamański lub czekistowski zmysł (nie bołtaj - wróg czuwa)...? Bo ja po wyglądzie mógłbym przyjąć, że ma słowiańską wschodnią twarz. Ale domyślam się przecież trochę, o czym mówi - często przecież i my umiemy Rosjan rozpoznać. Ale tylko niektórych - wielu się od nas niczym nie różni. Poza modą i sposobem robienia makijażu. No, czasem jeszcze pewną orientalną domieszką w kształcie oczu, czasem grubością rysów. Spotkania w pociągu są dość typowe, choć oddają ducha czasu, a nieliczne fascynujące - jak to z młodą buriacką szamanką - autor jednak przemilcza: dopiero z wywiadu dowiadujemy się, że rozmawiał z nią całą dobę. W samym reportażu zupełnie nie sposób zrozumieć, co właściwie, prócz włosów, powoduje fascynację autora jej osobą. Jakby chciał przemilczeć coś, co jest nazbyt osobiste. Takich niezborności jest więcej. W wywiadzie dowiadujemy się, że podróż koleją transsyberyjską jest absolutnie bezpieczna, że Rosjanie nie mają uprzedzeń, szerszą perspektywę, nie są małostkowi (to samo słyszałem w opowiadaniach podróżujących po Rosji przyjaciół), dlaczego więc z książki odniosłem wrażenie, że tej niechęci i nieufności do Polaka czy cudzoziemca trochę tam jednak było? Autor stara się być obiektywny, wręcz pozytywnie nastawiony do wszystkiego, a przecież poprzez jakby tylko na marginesie i mimochodem rzucane uwagi dociera do nas obraz kraju w którym wszechobecna jest bieda, rozpad, śmieci, alkoholizm, buta urzędów i strach przed nimi...znana nam z przeszłości twarz socjalizmu. Z całego opisu podróży pozostają w pamięci wątki historii budowy kolei transsyberyjskiej, kilka interesujących wskazówek bibliograficznych i niejasne poczucie, że gdyby człowiek wsiadł do tego pociągu, miałby bardzo podobne, nieokreślone, trudno dające się uchwycić czy zatrzymać wrażenia... Podejrzewam, że ta podróż właśnie taka była i zawsze taka jest: ciekawa i nieciekawa zarazem, fascynująca i nudna - pełna sprzecznych acz nie nazbyt głębokich wrażeń. Że to linia dla pragmatyków-handlarzy, nie dla amatorów zapierającego dech krajobrazu. Być może wybrany środek lokomocji predestynuje określony rodzaj wrażeń.