Jak przeżyć w korporacji. Poradnik dla początkujących magów

W służbie klanu - Miroslav Žamboch

Žamboch stworzył świat, który rozpoznajemy w różnych jego powieściach i cyklach: klany czarowników, zorganizowane jak ponadnarodowe korporacje, zwykli ludzie, starający się przeżyć (są wśród nich i "racjonalizatorzy", potrafiący zrobić użytek z magii do praktycznych celów - takie AGD inaczej), górnicy, wydobywający cenne kruszce, m.in. kamienie szlachetne - surowce dysponujące mocą i służące wielkim tamtego świata, czyli głównie korporacjom i władcom oraz kupcy, którzy surowcami lub pożądanymi artefaktami (rzadkie księgi, nowe technologie, cenne kruszce) handlują. Aha, jeszcze najemnicy, pośrednicy i szpiedzy, wypełniający różne misje, wynikające z konkurencji między klanami i państwami. Jest to takie wyobrażenie przekształconego średniowiecza: handel to główne źródło dochodu, rzemieślnicy są trochę poza obszarem zainteresowania autora. Poznajemy ów świat w jego powieściach z punktu widzenia bohaterów, którzy wykonują różne zawody. Tu już po raz drugi (wcześniej w opowiadaniu "W ciemności" w zbiorze "Czas żyć, czas zabijać") autor skupia się na górnikach. A ja po raz drugi mam wrażenie, że to rodzaj baśni dla współczesnych dorosłych, którzy pod baśniową otoczką odnaleźć mogą struktury rzeczywistości i schematy zachowań adekwatne do współczesności. Włącznie z tęsknotą do tego, że jednostka ma szanse wygrać z korporacją, zwłaszcza gdy ta urzędniczeje, a zaślepiona zyskiem działa niegodnie i zapomina o celu, do jakiego została powołana. Gdy kadra menadżerska się alienuje od pozostałego zespołu, pracującego na dobro korporacji. Wystarczająco sprytny mściciel ukarze pysznych. Sprawiedliwość czasem zwycięża. Zwłaszcza jeśli potęgi grożą słabszym i kobietom. A kobiety są piękne i wcale nie niedostępne. Jak to w Czechach. Takie tam męskie tęsknoty i marzenia o rycerskich czasach. No i kasa zawsze też się musi zgadzać. A jednak, mimo pewnych niedociągnięć opisu (tłumacz?), czyta się, jak zwykle, doskonale.