Kolonizacja Skandynawii po chińsku

Pan Wilków - Andrzej Pilipiuk

Marek nudzi się w Gdansku, Staszek zaś zostaje bohaterem szklarni Północy, choć kwęka i ma absurdalne skrupuły rodem ze współczesnej Europy, że nie wolno się bronić, bo się pójdzie do piekła. Obaj wierzą, że się do niczego nie nadają. Jakaż to odmiana w stosunku do poprzednich odcinków... Za to Kozak Maksym Omeljanowicz ze swym zdroworozsądkowym podejściem do życia, śmierci i natury (choć zna chłop zasady jatromedycyny Paracelsusa, więc jest nieźle, jak na swój stan oczytany) emanuje pozytywnie przez autora odmalowanym ethosem kozackim.

Główni bohaterowie są całkowicie zlaicyzowani i niby (prawie) dorośli, lecz wciąż, o dziwo, nękają ich wyrzuty sumienia dziecka przed komunią. Ich absurdalne przywiązanie do dobrodziejstw cywilizacji byłoby może zrozumiałe, gdyby nie chodziło o tak bzdurne detale jak papier pakowy: Marek kupiłby prezent dziewczynie, no ale jak to zapakuje? Przecież w tych czasach nie ma NAWET papieru pakowego... I? Nie kupi żadnego prezentu, oczywiście. No, dramat. Tylko agresję budzą, zasrańcy.

Ale akcja jest żwawa, trup ściele się gęsto, momenty były...apage!