Morderstwo (lub powieść) jako dzieło sztuki

Rozpacz - Leszek Engelking, Vladimir Nabokov

Jak pisarz zaznacza we wstępie, jest to jego wczesna, jeszcze rosyjska powieść napisana w Berlinie w 1932 roku i wydana 12 lat później w odcinkach (może nieprzypadkowo? - jej pierwowzór autorstwa 'Dostojnisia' też najpierw ukazywał się w prasie w odcinkach) przez rosyjskie, antybolszewickie, emigracyjne wydawnictwo "Sowriemiennyje zapiski" w Paryżu, zaś jako książka - w 1936 roku w Berlinie. W tym samym 1936 roku Nabokov sam przetłumaczył "Rozpacz" dla wydawnictwa z Wielkiej Brytanii, wysyłając potem tekst do sprawdzenia angielskiemu literatowi, znalezionemu przez jakąś berlińską agencję, lecz ten porzucił pracę, uważając, że...jest to autentyczne wyznanie, powieść Hermanna-mordercy. Wydana w 1937, nie sprzedawała się w Anglii, a jej nakład zniszczony został w czasie wojny. Opracowując ją na nowo dla wydania amerykańskiego w 1965, już w Szwajcarii, Nabokov poprawił ją i dodał cały rozdział, nie ukrywając zadowolenia, że mógł swój wczesny utwór ulepszyć już jako dojrzały człowiek. Przez to też "Rozpacz" nabrała cech stylu późnego Nabokova (to właśnie pierwsze polskie wydanie powstało na bazie rozszerzonej wersji): znakomita kompozycja, humor, swada i przekomarzanie się w narracji z czytelnikiem, wreszcie bogactwo odniesień do literatury. Mam wrażenie, że powieść ta to próba Nabokova, by 'poprawić' bądź przynajmniej wykorzystać motyw ze "Zbrodni i kary" Dostojewskiego w warunkach zachodnioeuropejskich. Bohaterem - nowym Zwyrodionem Romansowiczem Raskolnikowem, jak pisze - nie powoduje imperatyw filozoficzny: jak przekroczyć moralność, by uniknąć kary i w ten sposób wyzwolić się z jej ograniczeń, stać się wolnym człowiekiem w kategoriach nietscheańskich, czyli 'nadczłowiekiem'. Wychodzi on natomiast z założeń estetyki Arystotelesa, która za dzieło sztuki uważa rzecz wykonaną doskonale. Jeśli zaś każdą rzecz, to także zbrodnię czy powieść. Zbrodnia doskonała może być dziełem sztuki, uważa bohater - przedsiębiorca i początkujący literat. Być może nieprzypadkowo nosi imię Hermann - człowiek-pan, dumny, niespełniony, przekonany o własnej inteligencji i wyższości - narcyz. Feliks, jego porte parole - to człek biedny, prosty, ale - nomen omen - szczęśliwy, bo zadowolony ze swego życia. Autor wyposaża go zresztą w pół duszy słowiańskiej, po matce Czeszce. Trzy dalsze, poboczne postaci to: - Lidia, żona Hermanna - niewykształcona i mieszczańska - źródło tego imienia miałoby oznaczać pierwszą znaną z imienia chrześcijankę Europy, w języku hebrajskim oznacza spór, kłótnię; - Ardalion - Rosjanin, malarz-utracjusz, przyjaciel rodziny - patron tego imienia jest opiekunem komediantów; - Orlovius - prawnik Hermanna, człowiek prawy i bystry, zdaniem samego Hermanna zbyt prostolinijny, sztywny i nieużyty - ma w sobie być może zlatynizowanego, słowiańskiego orła i łacińską kostyczność. Hermann, biznesmen - drobny producent czekolady, którego przepełniają pomysły, nieobce są mu też ambicje artystyczne - planuje i popełnia morderstwo na niewinnym człowieku. Nie tyle dla pieniędzy, lecz by wyzwać świat, który wydaje mu się naiwny i łatwy do owinięcia sobie wokół własnego palca. Okazuje się jednak, że ta w jego mniemaniu naiwna i głupawa publiczność nie reaguje w sposób, jaki sam przewidział, nie podąża za wskazówkami "autora", lecz interpretuje "dzieło" po swojemu. Zirytowany morderca zamierza więc zostać własnym krytykiem: by podpowiedzieć publiczności, jak doskonałe było jego morderstwo, pisze powieść. Okazuje się jednak, że nie jest tak doskonałym 'autorem', jak sam o sobie myślał - robi błędy a publiczność osacza go coraz bardziej i, wbrew wszelkim przewidywaniom, widzi w nim nie artystę, lecz pospolitego mordercę. Zamiast obnosić się triumfem, "nadczłowiek" kończy skomleniem (choć wyobraźnią próbuje walczyć do końca). Stąd, z rozpaczy wynikłej ze zderzenia kreatywnej siły wyobraźni z nieplastyczną rzeczywistością, bierze się tytuł utworu. W powieści znajdujemy wprost wyrażony stosunek autora do reżimów faszystowskiego i sowieckiego(ZSRR Nabokov uważał za prototypowe państwo policyjne), które mógł widzieć z bliska, szydzi też przy okazji z krytyków literackich (Sartre!) i odbioru swych utworów: "Książka ma mniej 'białogwardyjskiego' posmaku niż inne moje emigranckie powieści, będzie więc mniej kłopotliwa i irytująca dla czytelników wychowanych na lewicowej propagandzie lat trzydziestych" (s.8). W innym miejscu w powieści jako bohater (notabene też z pochodzenia Rosjanin) zastanawia się, czy sowieckie wydawnictwa nie przyjęłyby jego powieści - przecież ukazuje, że człowiek jest na tyle już zuniformizowany, iż bez wysiłku można jednego zastępować drugim. Myślę jednak, że jeszcze bardziej sowieckie jest tam przekonanie o bezkarności zbrodni i brak jakiejkolwiek moralności. Nabokov sam zestawia Hermanna z Humbertem ("Lolita") - jego zdaniem, jak pisał w przedmowie do wydania amerykańskiego w 1966 roku, to niemal ten sam bohater, tylko opisany przez mniej i bardziej dojrzałego autora: "Hermann i Humbert są do siebie podobni tylko o tyle, o ile smoki namalowane przez tego samego malarza w różnych okresach jego życia przypominają się wzajemnie. Obydwaj są neurotycznymi łajdakami, jest jednak w raju taka zielona alejka, po której raz do roku wolno przechadzać się o zmierzchu Humbertowi, Hermannowi natomiast piekło nie pozwoli nigdy oddalić się choćby na chwilę." (s.9).