Transseksmisja

Transseksmisja - Tatiana Szkapienko Błyskotliwie i dowcipnie napisana książeczka w formie przydługiego felietonu (kto od felietonu oczekuje głębi?), choć przyznać trzeba, że rodzaj żartu, jakim się tu autorka posługuje, bywa chirurgiczny: skalpelem po jajkach, bez głaskania czy nadmiernej finezji, a także - ponieważ obserwacje są naprawdę z życia, a płeć zmienia, bądź poprawia dość specyficzna klientela - bez nadmiernego wysublimowania językowego. Przedstawione zostały w niej sytuacje (od pociesznych po niemal żenujące) z praktyki tłumacza cieszącej się niemałym powodzeniem kliniki korekcji urody w Kaliningradzie. Ponieważ sława (a zwłaszcza przystępne ceny) przyciągają chętnych nie tylko spoza granicy obwodu kaliningradzkiego, ale i z Polski oraz z całej Europy, miejsce takie jest świetną okazją, by przyjrzeć się zarówno zaskakującym niekiedy motywacjom pacjentów, jak i różnicom kulturowym, z jakimi niejednokrotnie lekarzom oraz ich pacjentom przychodzi się w codziennym, szpitalnym życiu borykać, albo się już tylko nad nimi uśmiechnąć. Autorka, kobieta o niepospolitej inteligencji i poczuciu humoru, dziś tłumacz i nauczycielka języka polskiego w Rosji, spędziła wcześniej wiele lat w Polsce, zna więc świetnie wszystkie rejestry języka polskiego - języka w którym pisze. Rysem rosyjskiej anarchistycznej duszy (a może to kwestia obycia z wojskowym humorem?) jest charakterystyczny brak zahamowań co do tego, co wypada lub o czym nie wypada mówić. Nie ma takich rzeczy w Rosji. Ale w Polsce może to niekiedy przyprawiać czytelnika o mały dysonans poznawczy. I to właśnie stanowi moim zdaniem wartość tej pozycji, choć niektórzy z tego czynią zarzut: tacy są Rosjanie i trzeba umieć to przyjąć z dobrem inwentarza.