Dojczland

Dojczland - Andrzej Stasiuk Mam wrażenie, że Stasiuk napisał tę książkę pomiędzy prezentacjami autorskimi w Niemczech, być może wręcz na zamówienie jakiegoś niemieckiego stypendium literackiego. Niemcy go lubią. Nie wiem za co. Może za to, że swym pisarstwem i działalnością wydawniczą legitymizuje poniekąd konstrukt Europy Środkowej, wymyślony w końcu także przez niemieckich historyków i polityków? Ja - za wrażliwość na nastrój ukryty w krajobrazie i w ludziach. Za zmysł obserwacji, umiejętność dostrzegania gęstości rzeczy, wydobywania znaczeń ze zwykłych codziennych sytuacji, a przy tym cenną zdolność ubrania tego w słowa - bez wielosłowia. Odnalazłem tu tę samą atmosferę, którą znam z niemieckich dworców z autopsji. Ale beznadziejna melancholia i czarny humor w jego wydaniu robią mi w mózgu czarną dziurę. Dlatego od tej książki czytam go tylko po niemiecku. Pomaga.