Seks kontra ZSRR

Seks kontra ZSRR - Volga Yerafeyenka Sam pomysł książki był bardzo ciekawy - paradokumentalne ujęcie, brak podobnych publikacji i nieznajomość realiów ZSRR w Polsce wróżyła sukces wydawniczy i pożytek dla czytelnika. Zamysł autorki, która do tematu podeszła dość lekko i zabawnie, choć zarazem starała się nadać swej pracy formę rozprawki czy dłuższego referatu, obficie cytując radziecką prasę codzienną a także publikacje naukowe związane z tematem, został jednak zmarnowany albo przez nadmierny pośpiech przy pisaniu, albo przez niechlujne tłumaczenie. Notabene trudno oprzeć się wrażeniu, że tłumaczem był chyba google translator - nazwiska tłumacza nie podano. Podpisali się tylko redaktor i korektor, jednak efekty ich pracy trudno dojrzeć. Książka naszpikowana jest rosyjską składnią, powtórzeniami i uproszczeniami językowymi, wreszcie zwykłymi błędami rzeczowymi wynikającymi z niedostatecznej znajomości realiów. Wystarczy przytoczyć kilka "kwiatków": krytyczny artykuł Maksyma Gorkiego o jazzie pt. "Muzyka grubych" ("grubyje ljudi" - prostacy, ludzie ordynarni, niewychowani) przetłumaczono jako "Muzyka tłuściochów", Sonata Kreutzerowska Tołstoja otrzymała nowy tytuł: Sonata Krejcerowa, tłumacz (automat?) nie słyszał też o ekonomii marksistowskiej, fazę akumulacji nazywając "stadium początkowego socjalistycznego gromadzenia". Większość pojęć z tej książki w owej "polszczyźnie" brzmi niestety jak cepy z wiersza Herberta...i być może przez to nie widać żadnej dystynkcji w rozumowaniu. Czytelnik zarzucany jest sformułowaniami typu: "przechowanie sił na korzyść powiększenia bojowego funduszu proletariatu", "rozpylenie uczucia intymnego", "nienasycona drażliwość", "podniecona słabość", "aktywność (...) narażona na najpłytsze podniecania" itd., co może stanowić językową zabawę dla kogoś, kto znając język oryginału, zechce sobie wyobrazić, jak musiało to brzmieć po rosyjsku, ale absolutnie nie da się czytać po polsku. W wyniku tego zaledwie 86 stronicowa książeczka czyta się mozolnie i z irytacją, ponieważ większość uwagi skupia się na wątpliwych zbitkach słownych nie przywołujących żadnej treści i na błędach językowych, zamiast na treści. Pomysłowi autorki dałbym 6 gwiazdek, ale tłumaczenie zarżnęło cały efekt i w tej formie moim zdaniem nie zasługuje na żadną. Podsumowując wartość treści i jej przekaz - tylko słabe trzy gwiazdki, a mogło być naprawdę lepiej. Wydanie książki to niestety nie tylko chwytliwy tytuł i wpadająca w oko okładka, co, mam nadzieję, przy następnych pozycjach wydawnictwo NovaRes weźmie sobie do serca.